Strona internetowa została zoptymalizowana, a mimo to nadal wczytuje się długo? Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda poprawnie. Wyniki w narzędziach są lepsze, pojawia się wrażenie, że problem został rozwiązany. W praktyce jednak strona nadal działa tak samo wolno jak wcześniej.
To sytuacja, która pojawia się bardzo często i zazwyczaj nie wynika z jednego konkretnego błędu.
W większości przypadków problem polega na tym, że optymalizacja skupia się na pojedynczych elementach, zamiast odnosić się do całego projektu. Poprawiane są konkretne fragmenty, ale bez uwzględnienia tego, jak strona została zbudowana jako całość.
Efekt jest taki, że zmiany są widoczne na poziomie technicznym, ale nie przekładają się na realne działanie strony.
Po pierwsze: optymalizacja nie ma znaczenia, jeśli serwer nie daje rady
Jednym z powodów może być źle dobrany hosting, chociaż dziś rzadko jest to główny problem. Większość współczesnych serwerów jest wystarczająco wydajna, żeby obsłużyć standardowe strony internetowe. Dlatego w wielu przypadkach to nie hosting jest zwykle pierwszym miejscem, w którym należy szukać przyczyny.
Mimo to nadal trafiają się sytuacje, w których strona działa na serwerze niedopasowanym do projektu. Zbyt niska wydajność, współdzielone zasoby albo nieodpowiednia konfiguracja sprawiają, że strona ładuje się wolno niezależnie od tego, co zostanie zoptymalizowane po stronie samej strony. To element, którego nie widać na pierwszy rzut oka i którego często nie bierzemy pod uwagę.
Strona może być poprawnie przygotowana, ale jeśli środowisko, na którym działa, nie jest w stanie jej obsłużyć, efekt końcowy pozostaje taki sam, a użytkownik widzi tylko jedno – strona działa wolno.
Technologia została dobrana do wykonawcy, nie do projektu
Kolejny problem wynika z samego podejścia do realizacji. Wiele stron powstaje w jednej technologii, niezależnie od tego, czego faktycznie potrzebuje dana firma. Wynika to z wygody wykonawcy i powtarzalnego modelu pracy, a nie z analizy projektu. Każde zlecenie jest realizowane w ten sam sposób, na tym samym stacku, bez zastanowienia się, czy to rozwiązanie ma sens w danym przypadku.
W praktyce prowadzi to do dwóch skrajności:
- Z jednej strony pojawiają się strony oparte na rozbudowanych systemach, które w danym projekcie są po prostu zbędne. Generują dodatkowe obciążenie, większą ilość kodu i zależności, które nie wnoszą realnej wartości.
- Z drugiej strony powstają rozwiązania zbyt uproszczone, które nie są przygotowane na rozwój, większy ruch czy rozbudowę funkcjonalności.
W obu przypadkach efekt jest podobny. Strona działa, ale jej wydajność i stabilność są ograniczone przez decyzje podjęte na początku. To nie jest kwestia tego, która technologia jest lepsza. Kluczowe jest dopasowanie rozwiązania do konkretnego projektu, jego skali i tego, co ma się z nim dziać w przyszłości.
Jeśli tego dopasowania nie ma, pojawiają się ograniczenia, których nie da się usunąć samą optymalizacją. Każda próba poprawy działania strony będzie działać tylko na powierzchni, bez realnego wpływu na fundament.
Jak naprawdę powinna wyglądać dobra współpraca z wykonawcą strony internetowej?
Problem może leżeć w fundamentach strony
W wielu przypadkach strona jest po prostu źle zbudowana. Na pierwszy rzut oka nie musi to być widoczne. Strona działa, wyświetla się poprawnie i spełnia swoje podstawowe założenie. Problem ujawnia się dopiero przy próbie poprawy wydajności albo wprowadzenia zmian.
Struktura kodu, sposób ładowania elementów, zależności między komponentami – to wszystko ma bezpośredni wpływ na to, jak strona działa w praktyce. Jeśli te elementy są źle zaprojektowane, zaczynają się nakładać kolejne ograniczenia.
W takiej sytuacji optymalizacja nie rozwiązuje problemu, tylko przesuwa go w inne miejsce.
Poprawiasz jeden element, pojawia się kolejny. Usuwasz jeden skrypt, inny zaczyna powodować opóźnienia. Zmieniasz sposób ładowania zasobów i nagle coś przestaje działać poprawnie. Każda zmiana wymaga kolejnych poprawek, bo projekt nie ma stabilnego fundamentu. To moment, w którym optymalizacja przestaje być jednorazowym działaniem, a zaczyna być ciągłym procesem łatania.
Zamiast uporządkowanego systemu powstaje zbiór obejść i kompromisów, które działają tylko do czasu kolejnej zmiany.
Zbyt duża liczba wtyczek niszczy wydajność
Kolejnym problemem jest nadmiar wtyczek i dodatków. WordPress odpowiada dziś za dużą część internetu. Szacunkowo około 60% stron działa właśnie na nim. To sprawdzone rozwiązanie, ale jednocześnie bardzo często źle wykorzystywane. W wielu realizacjach wtyczki są używane jako sposób na rozwiązywanie każdego problemu. Zamiast zaprojektować coś od podstaw, dokładana jest kolejna wtyczka. I kolejna. Każda z nich wnosi własne skrypty, style i zależności. Nawet jeśli pojedynczo nie stanowią dużego obciążenia, razem zaczynają wpływać na wydajność całej strony. Do tego dochodzi kwestia samej konstrukcji wtyczek. W większości przypadków wykorzystujesz tylko niewielką część ich możliwości, a mimo to ładowana jest cała funkcjonalność. To oznacza dodatkowy kod, który musi zostać przetworzony przy każdym wejściu na stronę.
Częstym problemem są też konflikty między wtyczkami. Jedna nadpisuje drugą, pojawiają się błędy albo spadki wydajności, których trudno jednoznacznie zdiagnozować. Do tego dochodzą aktualizacje. Wtyczka zostaje zaktualizowana i zmienia sposób działania. Wcześniejsza optymalizacja przestaje mieć znaczenie, bo część kodu została nadpisana. Dobrze przygotowana strona na WordPressie nie potrzebuje kilkunastu czy kilkudziesięciu wtyczek. W wielu przypadkach ich liczba powinna być na tyle mała, że można ją policzyć na palcach jednej ręki. Jeśli wchodzisz do panelu i widzisz długą listę wtyczek, bardzo często jest to jedno z głównych źródeł problemów z wydajnością.
Dobra strona internetowa czy tylko poprawna? Różnica, której nie widać w dniu uruchomienia
Optymalizacja bez zmiany procesu nic nie daje
Częstym problemem jest też sposób, w jaki wykonywana jest optymalizacja. Działania skupiają się na jednorazowej poprawie wyniku, a nie na tym, jak strona będzie działać w dłuższej perspektywie.
Na przykład obrazy są konwertowane do lżejszych formatów i przez chwilę wszystko wygląda lepiej. Ale później nowe treści są dodawane w starej formie i sytuacja wraca do punktu wyjścia.
Podobnie wygląda to z innymi elementami strony. Dodawane są całe biblioteki ikon, mimo że wykorzystywane są pojedyncze elementy. Ładowane są skrypty, które nie są potrzebne w danym widoku. Zamiast ograniczyć zasoby do minimum, strona pobiera wszystko, co zostało podpięte na etapie wdrożenia. Często problem dotyczy też czcionek. Na stronie pojawia się kilka różnych fontów, do tego w wielu wariantach i grubościach. W efekcie ładowane są całe zestawy stylów, mimo że wykorzystywana jest tylko ich część. Do tego dochodzi sposób ładowania zasobów. Skrypty i style są pobierane z zewnętrznych serwerów zamiast lokalnie, co wydłuża czas odpowiedzi i wprowadza dodatkowe zależności.
Zamiast uporządkować sposób działania strony, poprawiany jest tylko efekt końcowy. A to oznacza, że przy każdej kolejnej zmianie problem wraca i cały proces trzeba powtarzać od nowa.
Myślisz o szybszej i stabilniejszej stronie?
Wolna strona rzadko jest wyłącznie problemem optymalizacji – często źródło leży głębiej, w sposobie jej budowy. Zobacz, jak podchodzę do projektów tworzonych z myślą o codziennym działaniu i rozwoju.
Jeśli chcesz to zrobić raz, a nie poprawiać co chwilę
Wydajność strony nie zaczyna się na etapie optymalizacji.
Dlatego w moim modelu pracy skupiam się na tym, żeby te problemy nie pojawiały się w ogóle. Strona od początku jest przygotowana w taki sposób, żeby działała szybko bez potrzeby późniejszych poprawek, o ile nikt nie zacznie w niej przypadkowo mieszać albo dokładać kolejnych elementów po swojemu.
Dobieram serwer do konkretnego projektu, a nie odwrotnie. Technologia też nie jest przypadkowa. Pracuję głównie na WordPressie, ale jeśli widzę, że w danym przypadku to rozwiązanie nie ma sensu, mówię to wprost. Nie każda firma go potrzebuje i nie ma powodu, żeby robić coś na siłę.
Sama strona jest lekka, oparta na uporządkowanej strukturze i ograniczonej liczbie wtyczek. Wyniki w narzędziach są wysokie, ale ważniejsze jest to, że strona działa szybko w praktyce – na telefonie, na słabszym internecie i w normalnym użytkowaniu.
Nie zajmuję się optymalizacją istniejących stron. Ten artykuł pokazuje, gdzie najczęściej leży problem, ale nie jest ofertą naprawy takich projektów. Jeśli jednak chcesz sprawdzić swoją sytuację, możesz się odezwać. Powiem wprost, czy dana strona ma jeszcze sens do poprawy, czy lepiej zamknąć temat i zrobić ją od nowa.